Dni mijają jak szalone.Nie dawno był Nowy Rok a tu już Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami. A ja ciągle w biegu. W pracy w biegu w domu w biegu ja to nawet w biegu odpoczywam bo inaczej już nie umiem. :) A propo biegania to miesiąc został do Maratonu w Krakowie. Coraz bardziej mnie to przeraża i coraz częściej myślę czy dobrą decyzję podjęłam stając na starcie królewskiego dystansu bo 42 km to już nie przelewki.... Nie wiem co to będzie. Plan biegowy realizuję na ile mi czas pozwala i dlatego mam nadzieję, że na metę maratonu w biegnę a nie będę się przez nią czołgać :)
Od kilku tygodni chodzimy z chłopakami na basen co weekend. Moje łobuzy czują się jak ryba w wodzie. Oskar świetnie nurkuje i wyciąga kółka z dna basenu a Julian pływa w rękawkach. Frajdą też jest moczenie tyłka w jacuzzi. Chłopcy żyją od weekendu do weekendu tak lubią zabawy w wodzie. Rozpoczęliśmy też już sezon rowerowy. Chłopcy śmigają albo na biegówkach albo na normalnych rowerach. Pogoda ostatnio dopisuje więc sporo czasu spędzamy na świeżym powietrzu.
Walentynkowa wygrana w ełckiej galerii. Tort, piernik i bilety do kina.
Kolejny biegowy dzień zaliczony
Wcześniej w tym roku salonu były zabawki teraz stoi śliczny wazon :)
No i moje ulubione śniadanie
Kajetan - cudny śliczny roczniak
pozdrawiam
