czwartek, 11 sierpnia 2016

chwila na bloga

Po  tak długim czasie udało mi się znaleźć chwilę na bloga. Dawno tutaj nic nie pisałam. Ostatnio wiele się u nas dzieje. Moja nowa praca ogromna ilość szkoleń w różnych miastach Polski, do tego kilka startów w biegach,  ciągłe treningi, zabawy z dzieciakami i mogłabym wymieniać tak dalej.
Czas leci jak szalony. Niedawno był początek wakacji a tutaj pomału trzeba szykować się do początku przedszkola. Julian zaczyna edukację przedszkolną a matka się stresuje. Ale z Oskarem było tak samo. A później okazało się, że świetnie sobie radzi. 
Dzisiaj Julian rozłożył mnie na łopatki; mówię do niego zbieraj klocki bo wyciągam odkurzacz. A on do mnie nie mogę mamo, bo się spocę.... opadła mi szczena, ręce i tak mnie zatkało, że nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
A ostatnio Oskar mnie zapytał mamo po co urodziałaś Julka bo jednego synka chciałaś mieć a drugiego? A ja mówię a Julka urodziłam po to abyś miał się z kim bić. Na co Oskar odpowiedział to dobrze mamo zrobiłaś :)
 Dzieci i ich mądrości :)
To tyle  zostawiam was ze zdjęciami z ostatnich tygodni...


 Mój mały artysta na Dzień Mamy i Taty w przedszkolu

 Olecka Olimpiada Milusińskich. Julian i Oskar zajęli drugie miejsce w swoich kategoriach wiekowych w jednej z konkurencji.
 Nocne bieganie w Suwałkach. Najlepszy mój starty w tym roku i napiękniej zrobiona meta jaką widziałam. Noc, gwiazdy, czerwony dywan i oświetlenie do tego niesamowita muzyka.
 Półmaraton w Korycinie i bieg o krowę.

 SIŁA JEST KOBIETĄ - najlepsza koszulka biegowa :)
 Chrzest juniora - Kajtek nasz najmłodszy członek w rodzinie.

Runmagedon w Ełku i start Olecko Biega w tym fantastycznym biegu z przeszkodami.

 Kolejny bieg tym razem w Wydminach.





Mam nadzieję, że uda mi się częściej zajrzeć tutaj i napisać chociaż kilka słów. 


pozdrawiam

 PODPIS

czwartek, 19 maja 2016

Olecka 13-tka - czyli rodzinne bieganie

Tradycją stał się nasz udział w Oleckiej 13-tce. 
W tym roku udało się, że nie tylko my wystartowaliśmy ale też dzieciaki. 
Oskarek z Julianem wzięli udział w biegu dla dzieci co sprawiło im ogromną radość.  Ciesze się, że moje dzieci lubią ten sport i możemy razem biegać.
Chłopcy dumni są, że ich kolekcja medali się powiększa. W sumie nasza też.  Trzeba będzie pomyśleć o wieszaku bo któregoś dnia lampa się urwie :)



 Matka biegająca - matka szczęśliwa :)



 Ojciec biegający - to ojciec skupiony na najlepszym wyniku :)









 Wioleta moja biegowa koleżanka, która pierwszy raz wzięła udział w biegowej imprezie. Osiągnęła piękny czas i zajęła 3 miejsce w kategorii open kobiet. Wiem, że przygotowanie do takiego biegu nie jest bułką z masłem a Wioleta ciężko pracowała na swój sukces. Dumna z niej jestem bo to ja ją namówiłam na ten start.






 Kolekcja medali, pierwsza książka o bieganiu i ulotka na której jesteśmy :)





pozdrawiam biegowo i sportowo :)
PODPIS

piątek, 6 maja 2016

Majowe nowości

Ostatnie dwa tygodnie były pod znakiem chorób. Oskar miał ostry kaszel, potem Julin wysoką temperaturę która oznaczała zapalenie płuc i zastrzyki a w weekend majowy Oskrka dopadła jakaś grypa żołądkowa (albo coś takiego) bo wymiotował i miał temperaturę. Na szczęście wraz z pojawieniem się słoneczka dzieciaki czują się dobrze i każdą chwilę wykorzystują na zabawę w ogrodzie.



Choroby dzieciaków pokrzyżowały nam trochę plany i 2 maja sama wystartowałam w półmaratonie węgorza w Węgorzewie. Mężu musiał zająć się chłopcami. Atmosfera cudowna, ludzie uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni. Tylko moje samopoczucie jakieś takie nie do końca wyraźne było. Stając na linii startu pomyślałam tylko że meta jest daleko a mi coś w brzuchu się przewraca. W połowie drogi zaczęły się rewolucje żołądkowe i musiałam zwolnić. Od 10km myślałam tylko o tym aby dobiec do mety i znaleźć toaletę. Na szczęście udało się dotrzeć do mety bez niepotrzebnych przygód.
O półmaratonie węgorza mogę powiedzieć tylko tyle, że trasa bajka! Piękne widoki budząca się do życia przyroda, śpiew ptaków w lesie człowiek biegnie jak zahipnotyzowany.



 Dobiegłam do mety medal dostałam ale z czasu nie do końca jestem zadowolona. Przygotowywałam się od kilku miesięcy i choroba popsuła mi plany. Ale nie poddaję się i może następnym razem uda mi się osiągnąć wymarzony cel. :)

A na razie skupiam się na tym aby nauczyć się wszystkiego w nowej pracy. Szkoleń i materiałów jest tak dużo, że chyba ostatni raz tyle uczyłam się na studiach. W pracy uczę się w domu douczam się i tak pewnie będzie przez najbliższy miesiąc. W czerwcu czeka mnie tygodniowe szkolenie w Stolicy więc tym razem zaliczę bieganie nad Wisłą :)

 Pozdrawiam
PODPIS

wtorek, 26 kwietnia 2016

MĘŻU MARATOŃCZYKIEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Od niedzieli mam w domu MARATOŃCZYKA!!!
Jestem z niego bardzo bardzo dumna.
Wiem ile włożył pracy w to aby przebiec te 42 km z małym hakiem :)

Wyjazd do Warszawy był w pewnym rodzaju naszymi krótkimi i intensywnymi wakacjami.
Wyjechaliśmy o 4 rano z domu na 8 byliśmy w Stolicy. Odebraliśmy pakiet startowy obejrzeliśmy expozycje nacieszyliśmy oczy tymi wszystkimi cudami biegowymi i jak przystało na biegaczy zaliczyliśmy decathlon :)




Potem poszukiwania hotelo-hostelu który nie był oznaczony nic a nic i krążyliśmy przez 40 minut zanim znaleźliśmy to dziwne miejsce na Pradze.
Krótki odpoczynek obiad i czas zobaczyć te Syrenki warszawskie o których chłopcy całą drogę mówili. Odstawiliśmy samochód przesiedliśmy się w komunikację miejską i w drogę na poszukiwania :)





Na szczęście udało się zobaczyć obie Syrenki a także pospacerować po Starym Mieście. Późnym popołudniem wróciliśmy do hotelu a mężu pojechał spotkać się z innymi biegaczami na Pasta Party.
Po ciężkiej nocy i walce z wysoką gorączką Juniora mężu sam pojechał na start a  nam zostało kciuki ściskać w hotelu i walczyć dalej aby Juniora na 12 postawić na nogi. Dzięki pomocy moich kuzynów którzy zajęli się dziećmi pod Stadionem Narodowym mogłam zobaczyć finiszującego męża. Wzruszenie i wielka radość. Emocje nie do opisania. Miałam łzy w oczach gdy zobaczyłam jak wpada zmęczony na metę. Krótka wymiana zdań i mężu poszedł przebrać się a my pojechaliśmy metrem (ulubiony środek lokomocji Juniora)  do Złotych Tarasów na obiad.  

Mężu miał plan i 99% udało mu się go wykonać. Chciał przebiec maraton w 3:30 godziny udało mu się w 3:41:06!!! Od 34 km zaczęły łapać go straszne skurcze i musiał zwolnić a nawet czasami iść. Nogi odmówiły trochę posłuszeństwa. Na szczęście wie gdzie popełnił błąd i na przyszłość będzie wiedział co robić. Mężu ogólnie bardzo zadowolony, zmęczony i na dzień dzisiejszy ma ostre zakwasy na łydkach :)


 Ostatnie spojrzenie na Stadion i trzeba było wracać na Mazury. Warszawo jeszcze tam wrócimy i na starcie maratonu staniemy oboje. Może nie za rok ale mam plan i mam nadzieję że za jakiś czas uda mi się go zrealizować.... Czas pokaże :)
 
pozdrawiam
PODPIS