piątek, 14 grudnia 2012

Walczymy

 W jakiś czas temu, będąc na basenie, rozmawiałam z koleżanką która jest mamą dwóch chłopców. Młodszy jej synek w połowie grudnia kończy 2 lata a już od 4 miesięcy nie robi w dzień w pieluchę. Tylko na noc ma zakładanego pamperola ale często budzi się z suchym. Młodszy patrząc na starszego nauczył się korzystania z toalety.
A mój Osinek jak siusiał w pieluchę tak siusia!
Pomyślałam, że czas się za to porządnie zabrać! Dość tych pieluch!
No i swoje plany od jakiegoś czasu zaczęłam realizować.Początki wyglądały tak:
Pierwszy dzień.
Zdjełam pieluchę i tłumaczyłam że "sisi" to robi się do nocnika albo do kibelka i że musi prosić.
Pierwszego dnia udało się dwa razy złapać siku do nocnika a dwa razy na podłogę. Akurat nasikał na podłogę jak mnie nie było i tata trochę się zdenerwował bo musiał sprzątać i przebierać. No i trochę na niego na krzyczał.
Młody strasznie się przejął tym, że tata zrobił "nunu" i nałożył mu pieluchę. Oj ten mój męnż mało cierpliwy jest i kazał mi odpuścić ale ja się nie poddałam :)
Drugi dzień
Znowu zdjęłam pieluszkę i zaczęłam mu tłumaczyć, że musi prosić jak chce "sisi". Ciągle mu powtarzałam, że  musi pamiętać, że nie ma pieluchy i czy chce "sisi". Jak nie chciał odpowiadał "nie" ale jak chciał biegł do łazienki aby posadzić go na nocnik. Oczywiście kiedy udało się złapać "siusiu" do nocnika była wielka radość, brawa i komisyjne wylewanie i spuszczanie wody. Wodę Osinek spuszczał po kilka razy czasami jeszcze przed wylaniem zawartości nocnika :)
Mówiłam, mu że zbankrutujemy przez rachunki za wodę - no ale może zaoszczędzimy na pieluchach jak się nauczy :D
Cały dzień tak go męczyłam i ciągle mu powtarzałam i powtarzałam aż do znudzenia! W końcu młody po południu zaczął sam prosić. Pierwsze próby kończyły się mokrymi spodenkami ale nauczył się w końcu wstrzymywać.
Trzeci dzień
Kiedy tylko młody otworzył oczy krzyczał, że chce na nocnik, dlatego ubrałam go w majteczki i spodenki i tłumaczyłam, że jest dużym chłopcem. Od rana przypominam mu, że nie ma pieluchy a on ładnie prosi aby go sadzać! Miałam obawy co będzie jak Osinkowi zachce się coś innego ale bez powodu  :) Udało się złapać część do nocnika a część w majteczki ale to drobny wypadek - zdarza się :)
Młody wie, że zrobił źle bo ciągle powtarzał "nunu tati"
Bywają dni kiedy młody nasiusia bo zapomni się ale widzę, że z każdym dniem jest lepiej.

Od lata próbowałam nauczyć Osinka korzystania z nocnika ale on chyba był jeszcze za mały. Dopiero teraz rozumie co robi i gdzie ma załatwiać swoje potrzeby :)
Jednym słowem wielki sukces!

Musiałam Wam się pochwalić nową umiejętnością Osinka. Ten nocnik to już od jakiegoś czasu mnie męczył i miałam czarne wizje, że do 18-tki będę zmieniać młodemu pieluchy :D A tu taka miła niespodzianka w ciągu kilku dni Oskarek załapał co i jak z tym nocnikiem!
Ale matka się cieszy :D

pozdrawiam

wtorek, 11 grudnia 2012

tak w skrócie



Zdrowie wróciło, tylko został brak apetytu :/ 
Niestety nie u mnie a u Osinka ;)
Młody do drzemki je pięknie a jak wstanie nic nie chce wziąć do ust. Najgorsze jest to, że przestał pić swoje wieczorne mleczko.
Niedzielne popołudnie spędziłam w uroczym towarzystwie "projektowych" koleżanek na basenie i saunie. Dwie godziny relaksu dobrze mi zrobiły i pozwoliły naładować akumulatory na cały tydzień.

A po za tym to nasze dni wyglądają ostatnio tak :

W mamy biurze to najlepiej ogląda się bajki

Zupę pomidorową to ja już jem sam i nie potrzebuję niczyjej pomocy. To nic że część zupy ląduje na stoliku czy podłodze - od sprzątania jest Lena zwana Niną:)
Inne zupy już tak samodzielnie nie jedzą się ładnie

A tutaj nasza Lena zwana Niną po wizycie u fryzjera. Sunia w końcu wygląda przyzwoicie ;) 
 No i sezon saneczkowy rozpoczęty!
Radość jest przeogromna jak jeździmy na saneczkach. 
Obowiązkowo co dziennie musi być zaliczony spacer i przejażdżka saneczkami, nawet podczas choroby bo inaczej z dzieckiem mym w domu nie wytrzyma się.
Najlepiej oczywiście jak ciągnie "tati" (tata) albo "wiju" (wujek) bo z mamą nie jest tak fajnie bo mama to tylko powoli i bez szaleństw ;)


 Jeśli Osinek zje ładnie obiadek to dostaje deserek. Oczywiście nie co dziennie takie smakołyki, ale podczas choroby matki serce mięknie i daje dzieciolowi coś słodkiego. 
Radość z jaja bezcenna :)


 Ale smakuje! 

A po drzemce to najlepiej poczytać książeczki siedząc na słoniu. Zielony słoń ostatnio spełnia rolę fotela lub poduszki, jak kto woli. W każdym bądź razie słoń rozgościł się w salonie na dywanie i nie wybiera się nigdzie. Młody ma fotel a my musimy tolerować słoniewe towarzystwo:)
 A książeczka oczywiście i obowiązkowo o zwierzętach. 
U nas innych się nie czyta i się nie ogląda. 
  
A jeśli chodzi o przygotowania do świąt to jeszcze daleko. Miały być w weekend ale nie wiem kiedy on minął. Na razie, mam troszkę dodatkowej pracy więc sprzątanie odłożone na później.  Najważniejsze, że prezenty chrześniakom ( mamy ich trzech) oraz mojej mamie zakupione. Pozostali dorośli dostają słodkości. A Osinek dostanie prezenty od babć, pradziadków i chrzestnych więc chyba w tym roku rodzice kupią tylko jakiś drobiazg :)  
zobaczymy jeszcze.....

pozdrawiam zimowo 

czwartek, 6 grudnia 2012

Mikołajkowo

Z racji tego, że Osinek się rozchorował i w poniedziałek i wtorek był taki biedny i wyglądał jak siedem nieszczęść postanowiłam mu poprawić humor i prezent mikołajkowy dałam wcześniej :)

A niech się dziecko bawi i cieszy. 
On i tak nie rozumie czy to 4 grudzień czy 6-ty :)
Kupiliśmy Osinkowi przebijak z Ikei. Z racji tego, że do Ikei mam milion kilometrów
zamówiłam go na Allegro.

No i prezent okazał się mega trafiony!!!!  
Gdzieś słyszałam, że dzieciaczki to uwielbiają ale nie spodziewałam się, że młody oszaleje!

Prosta, kolorowa, drewniana i nie droga zabawka. (30,00 zł z przesyłką)
Młody zakochał się w "przebijaku" !
Od razu wiedział o co chodzi i po rozpakowaniu przez godzinę stukał młoteczkiem, przewracał i stukał, przewracał i stukał i tak w kółko.
 Brał pod pachę i nosił za mną i ciągle stukał. Trochę mi głowa bolała od tego stukania ale najważniejsze że dzieciol nie piszczał i nie marudził.
 Osinek lubi pomagać w kuchni przy robieniu kotletów to chyba dlatego tak mu to się spodobało.

A o to dowód w postaci kilku fotek z zabawy Osinka.






Wszystkim polecam tę zabaweczkę, fajna, masywna, solidnie wykonana
i najważniejsze dziecko się nią bawi!
Nasz Osinek od trzech dni kilka razy dziennie siada, stuka i puka.
Trochę głośno w domu ale w tym czasie można spokojnie zrobić obiad czy posiedzieć
przy komputerze ( tak jak ja w tej chwili)

Ps. A wszystkie dzieciom mały, dużym i już całkiem dorosłym życzę dużo uśmiechów i radości oraz mnóstwa prezentów nie tylko w Mikołajki ale każdego dnia w roku :)

Ps 2. Ja dzisiejszej nocy dostałam w prezencie  od męnża i Osinka wirusa :(
Męczyłam się całą noc i od rana czuje się jakby mnie czołg przejechał,  wszystko mnie boli i mam wstręt do jedzenia.

pozdrawiam

wtorek, 4 grudnia 2012

koszmar minionego dnia!

Koszmar nie tylko dnia ale i ostatniej nocy!
Młody zbudził się ok północy i wymiotował. 
Myślałam, że mu zaszkodziła ryba którą jadł popołudniu.
Bardzo mu smakowała a on zajadał się nią aż miło było popatrzeć!
Ale po opróżnieniu żołądeczka nadal go ciągało.
Męczyliśmy się tak przez cztery godziny. Młody wymiotował i za chwilę zasypiał. 
Jak już nie miał czym to chciał pić. Nie mogłam go odciągnąć od butelki z wodą.
Sam co chwilę się budził i pił i pił.
Aż ok 4;30 zwymiotował tę wodę i dopiero zasnął.
Biedny jak on się męczył, bladziuśki się zrobił, strasznie płakał i słaniał się na nogach. A ja musiałam na te jego męczarnie patrzeć, aż mnie serce bolało jak mój mały Osinek tak ciężko znosił te wymioty.
Niestety za długo nie pospałam gdyż musiałam wstać rano ogarnąć siebie i naszego psa i jechać na 9;00 do psiego fryzjera.
Obiecałam mamie, że wezmę ją ze sobą bo chciała załatwić kilka urzędowych spraw.
Pojechałam po nią przed 9;00, wysiadłam z samochodu zostawiłąm kluczyk w stacyjce, torebkę i psa bo nie chciałam aby Lenka się wybrudziła.
Wracam z mamą - za drzwi - a one zatrzaśnięte!!!!!!!!!!!!!!
Szok! Jak to się stało???? !!!!
Zaglądamy przez szybę a pies siedzi na przycisku blokującym drzwi. - Mamy tylko jeden klucz do samochodu
Myślałam, że dostanę zawału serca! Nie wiedziałam czy mam płakać czy się śmiać ze złości!
Nie wyspana, zmęczona i jeszcze taki numer.
Biegałam od szyby do szyby wołając psa, pukając w szybę  i robiąc głupie miny do szyby bo może skoro raz wcisnęła przycisk to zrobi to drugi raz. Z boku to wyglądało komicznie a Lenka robiła wielkie oczy i kręciła główką!
Niestety przez pół godziny "zabawy" z psem nie udało się otworzyć samochodu.
A Lence znudziło się bieganie położyła się na mojej torebce i spała!
Kolejne próby otworzenia spełzły na niczym.
Brat postanowił "włamać się" do samochodu. Odchylił drzwi śrubokrętem, włożył drut i razem z moim mężem mocowali się kolejną godzinę. Nie wiele brakowało aby wcisnąć przycisk. Nie było jak docisnąć bo drut obsuwał się z pstryczka!
Nie udało się wiec zaczęliśmy szukać pomocy u "magików". Męnż się skontaktował z człowiekiem od spraw beznadziejnych opowiedział co się stało i umówił się. Czekając na faceta złapał za klamkę i drzwi się otworzyły! Po prostu musiało im się udać tym drutem wcisnąć ten przycisk tylko nie usłyszeli sygnału.
Radość - "magik" odwołany!
200zł zostało w kieszeni!
Stres ogromny! Nerwy zszargane!
Samochód trochę porysowany!
Pies uratowany!

A z tego wszystkiego okazało się, że do psiego fryzjera jestem umówiona na jutro! Myślałam, że będę beczeć ze złości! Już mi się odechciało jechać i załatwiać sprawy wróciliśmy do domu.

Ps. Młodego dopadł wirus w nocy wymiotował a teraz ma biegunkę i nie chce jeść no jakby było mało wrażeń!

pozdrawiam



sobota, 1 grudnia 2012

zakatarzony weekend

Sobotnie przedpołudnie minęło nam na ogarnianiu domku, gotowaniu obiadu i odwiedzinach u babci. Dziś mama pilnowała Ksawusia więc wybraliśmy się pobawić się z dzidzią:)
 Młody uwielbia maluszka, chce brać go na kolana, podaje mu smoczek, zabawki, robi mu cacy, daje buziaki - fajnie to wygląda.
Natomiast popołudnie nie było już tak przyjemnie.
Młody spał tylko 40 minut zbudził się z okropnym katarem i płakał przez pół godziny. W żaden sposób nie mogłam go uspokoić ani pozbyć się glutów z noska.
Dopiero próba położenia ponownie spać uspokoiła Osinka. Leżeliśmy w łóżku i czytaliśmy książeczki. Później młody był już spokojny, bawił się i sam wycierał sobie nosek :)
Śmiesznie to wygląda jak próbuje wydmuchiwać glutki w chusteczkę. Mój dorosły syneczek!
A podczas wieczornego mycia ząbków włożyłam palucha do buziaka i okazało się, że jest pierwsza piątka! 
Normalnie piąteczka wyszła praktycznie bezobjawowo! Nie licząc kataru bo tak naprawdę nie wiem czym on jest spowodowany.  Albo przerodzi się w jakieś przeziębienie albo jest od zębiska - nie wiem okaże się w ciągu kilku najbliższych dni.

Wieczór.
Cisza i spokój młody śpi od godziny 20-tej, męnż w pracy a ja przeglądam materiały do pracy, piszę notkę i oglądam KSW 21 !!!
Wszystko na raz - ale mam dzisiaj podzielną uwagę :)
Jak ja uwielbiam walki i takie wieczory :)

A jutro zapowiada się śliczna pogoda a nas czeka wyprawa do Osinkowych pradziadków do Kętrzyna. Dawno nie byliśmy więc trzeba odwiedzić rodzinkę. U babci są dzieci na weekend więc młody nie będzie się nudził.

A Wy jakie plany macie na niedzielę?

pozdrawiam