czwartek, 14 lutego 2013

gdy nie ma w domu baby...

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy leżałam 2 razy w szpitalu i za każdym razem kiedy wracałam ( według mojego męnża w nieodpowiednim momencie) do domu, zastawałam w nim istny armagedon!
Kiedy dzwoniłam z informacją: 
"Kochanie wychodzę dziś do domu", 
słyszałam taką odpowiedź:
 "dziś o jejku nie zdążyłem posprzątać ale Ty się nie denerwuj wszystko się zrobi a Ty będziesz sobie spokojnie leżała"
Tak było za pierwszym i za drugim razem :)

Wracam do domu a w nim jest tak:
- dziecko robi co chce i ogląda tyle bajek ile chce,
- od progu można nogi połamać na zabawkach (przecież po co je sprzątać skoro jutro znowu będą rozsypane),
- w zlewie kranu nie widać mimo, że mamy zmywarkę,
- męnż zrobił pranie i zgubił moje ulubione leginsy (o zgrozo szukaliśmy ich godzinę),
- w szafie z moimi ubraniami nic nie można znaleźć (szukał koszuli czy bluzki dla mnie do szpitala),
- zmienił pościel na naszym łóżku ale poszewkę założył tylko na jedną kołdrę bo przecież pod jedną spali,

Najważniejsze, że moje ukochane kwiatki podlewał!

Mimo, że mój jedyny i wspaniały męnż jest strasznym bałaganiarzem to kocham Go najbardziej na świecie!!!!

pozdrawiam

12 komentarzy:

  1. no jakbym czytała o swoim. jestem pewna, że zastałabym dokładnie to samo a mój jeszcze w dodatku chodziłby i puszył się, ze dal rade i że wszystko sam umie......
    niech ktoś tylko powie, że praca mamy to tylko relaks.. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No oczywiście, że relaks bo przecież samo się sprząta:)
      Na szczęście pod moim czujnym okiem dom został doprowadzony do porządku:)

      Usuń
  2. U mnie było dokładnie tak samo jak poszłam na porodówkę. Mąż obiecał, że posprząta wszystko przed naszym powrotem i powiesi firanki. Kuba był u babci, więc nie miał nic innego do roboty. A mimo to i tak jedyne co zrobił to odkurzył i przez to brakło mu czasu na zmywanie bo zlew był zawalony cały....
    Nie raz mam ochotę zostawić go na dłużej z dziećmi i zobaczyć jak by sobie poradził :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba szukać w tym wszystkim pozytywów: przecież pranie zrobił, pościel zmienił - stara się jak może :)
    Zapraszam w wolnej chwili do mnie na konkurs :) Nagroda w sam raz dla Ciebie :) i szanse na wygraną duże, bo jak na razie tylko dwa zgłoszenia :(
    http://rodzinanazielonymwzgorzu.blogspot.com/2013/02/ciaza-fasolka-i-koknurs.html

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja jestem taka sama bałaganiara, jak Twój mąż :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe no cóż, tak to jest z tymi facetami, ale nie można ich nie kochać -mimo wszystko :D

    OdpowiedzUsuń
  6. boję się pomyśleć, jakby to wyglądało u nas.
    choć, gdy po urodzeniu Emilki wróciłam do domu nie zastałam go w opłakanym stanie i nie była to zasługa mojej mamy.
    mąż się postarał, a pranie robiliśmy na telefon, segregując każdą skarpetkę, koszulkę itd na odpowiednią kupkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po urodzeniu Osinka też był porządek ale jeszcze wtedy mieszkaliśmy u mojej mamy a męnżowi do ogarnięcia to został tylko nasz pokój :)

      Usuń
  7. haha :D super! to dobrze że już jesteś ! nikt tak nie ogarnie domu jak kobieta w nim mieszkająca :) odpoczywaj kochana i samych radosnych chwil życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. E tam :) się posprząta, teraz leż grzecznie i toruj sobie ścieżki do celu, jakim jest łazienka lub jedzenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie robię a jak nie da rady dotrzeć zwłaszcza do lodówki to robię awanturę :)

      Usuń