Dawno nie pisałam
Jakoś nie mam weny i czasu albo chęci - nie wiem :)
A może to pogoda - tak najlepiej zwalić to na pogodę :)
A skoro się wytłumaczyłam to napiszę co u nas:
Oskar chodzi do przedszkola, które uwielbia i nie sprawia problemów - bynajmniej pani się nie skarży. W końcu zjada całe kanapki i wypija herbatkę. Przynosi do domu różne prace, największym hitem był jeż z ziemniaka stał na honorowym miejscu kilka dni a młody chwalił się nim każdemu kto przekraczał nasz próg (listonosz i pan od liczników wody też go widzieli). Ćwiczy dzielnie jeżdżenie rowerem, nauczył się już hamować, zawracać i sam rusza bez problemów. Uwielbia grać w gry planszowe. Nie zawsze jest zadowolony z przegranej ale rozmawiamy i uczymy go, że nie zawsze można wygrać.
Julian pięknie chodzi, biega a nawet tańczy i śpiewa. Uwielbia słuchać disco polo i piosenek dla dzieci. Robi brawo, papaa, pokazuje jaki jest duży i nono. Wykonuje polecenia i rozumie wszystko co się do niego mówi. A ile on mówi! Julo to wygadany facet! Mówi: cześć, mamo, tato, Oskar, co, gdzie, Lena, ja i wiele innych słów (skleroza matki).
A ja oczywiście biegam bo bez tego nie umiem już żyć, robię przetwory (dżem jabłkowy, sos z cukinii, domowy keczup, surówka z kapusty), ogarniam moje dodatkowe zajęcie oraz szukam pracy bo już mam dość bycia tylko mamą. Chociaż moich chłopaków kocham nad życie i uwielbiam z nimi spędzać czas.
A poniżej przegląd telefonu
Sesja z misiem - taki miś to jest atrakcja
Oskarka dzieło jeż z ziemniaka.
Jesień u mojej mamy
Biegowa matka polka i jej dynie (biegowe wydarzenie na grupie BM)
Z takimi chłopakami śpię jak mąż ma nocki
pozdrawiam październikowo